PRZYPOMINAJKI

Ludzie różnią się przez to, co pokazują,
i są podobni przez to, co ukrywają.

Człowiek wolny
idzie do nieba taką drogą,
jaka mu się podoba.

Lepiej wiedzieć, że się myśli
niż myśleć, że się wie.

Nie ważne co masz,
ale jak to zdobyłaś.

Urodzić się głupcem to nie wstyd.
Wstyd tylko głupcem umierać.

Stojąc w miejscu też można zabłądzić.

Amatorzy zbudowali arkę
a profesjonaliści Titanica.

Lepiej być znienawidzonym za to
kim się jest, niż kochanym za to
kim się nie jest.

Życie trzeba przeżyć,
a nie przeczekać.

Nie ma zwykłych chwil,
zawsze coś się dzieje.

Należy dobrze walczyć,
nawet w przegranej sprawie.

Cokolwiek zrobisz, będzie nieznaczące,
lecz jest bardzo ważne, byś to zrobił.

Lepiej zapalić świeczkę
niż przeklinać ciemności.

To, że coś jest oczywiste
nie oznacza jeszcze, że jest prawdą.

Istota ludzka powinna umieć
zmieniać pieluszki,
zaplanować inwazję,
zarżnąć wieprza,
sterować statkiem,
zaprojektować budynek,
napisać sonet,
prowadzić księgę rachunkową,
zbudować mur,
nastawić złamanie,
pocieszyć umierającego,
dawać rozkazy,
przyjmować rozkazy,
działać w grupie,
działać samemu,
rozwiązywać równania,
analizować nowe problemy,
roztrząsać nawóz,
zaprogramować komputer,
ugotować smaczny posiłek,
walczyć skutecznie,
umrzeć bohatersko.
Specjalizacja jest dla insektów.

Wszystko się kiedyś ułoży.
Dwa metry pod ziemią.

Kiedy zejdziesz na psy
- nie miaucz!

Raniąc, rań tak jak chirurg,
a nie drań.

Jeśli mierzysz w gwiazdy,
możesz wdepnąć w gówno,
ale jeśli mierzysz w gówno,
na pewno trafisz w gówno.

Ludzi można z grubsza podzielić
na dwie kategorie: miłośników kotów
i osoby poszkodowane przez los.

- Jak mam żyć?
- Oddychaj. To proste.



CURRENT MOON





stat4u



KOPARKA

Blog > Komentarze do wpisu
polski horror

Od wieków ludzkość powtarza sobie opowieści o nawiedzonych miejscach, skałach, groblach, rozstajach, dworach i zamkach. Jest ich tyle, że musi być w tym, choćby na zasadzie prawdopodobieństwa, jakaś prawda. (…) jeśli nawiedzona może być przydrożna kapliczka, jeśli dziwne siły są obecne w ruinach zamku, a widmo jeźdźca galopuje po grobli, to dlaczego nie mógłby być nawiedzony dom z wielkiej płyty? Tylko dlatego, że powstał w czasach, kiedy zaprzestano już zapisywania ludowych legend i baśni? Tylko dlatego, że mieszkają w nim ludzie, którzy nie czują potrzeby opowiadania sobie historii?

- to fragment „Domofonu” Zygmunta Miłoszewskiego, powieści dzięki której określenie polski horror przestanie mi się kojarzyć wyłącznie z pewnymi nieliterackimi i niefikcyjnymi, niestety, elementami naszej narodowej rzeczywistości. Oraz z filmem „Wilczyca” ;-)

 

Na początek krótkie wyjaśnienie towarzyskie:

Horrory mnie JUŻ nie straszą [może trafiam na te niewłaściwe…?], a w większości przypadków również nie bawią.  Kiedy postanowiłam napisać o „Domofonie” dokonałam rachunku lektur [sumienia nie; sumienie mam czyste, nieużywane – że tak znienacka sparafrazuję Leca] i wyszło mi, że jeśli pominę zbiór opowiadań „4 pory mroku” Palińskiego i horrorowy żart w postaci „Księgi bez tytułu” niejakiego Anonima, to ostatnim horrorem jaki czytałam była „Desperacja” Kinga.

Łomatko! Kiedy to było!

 

Nie stroniłam natomiast od filmów utrzymanych w konwencji horrorowej i może właśnie dlatego w trakcie czytania „Domofonu” marzyłam o tym, żeby obejrzeć tę historię  na innym ekranie niż ten, na którym obrazki wyświetla mi mój własny mózg. I co się okazało? Że były plany sfilmowania „Domofonu”.

4 lata temu.

Naprawdę szkoda, że ani tego filmu widu, ani o nim słychu.

 

Żeby była pełna jasność: nie wystraszyła mnie ta historia, ale widzę w niej potencjał straszenia (moje koleżanki miały dreszcze). Nie wydała mi się jakoś szczególnie odkrywcza, ale pomimo wszystkich zapożyczeń i podobieństw do tego i owego – jest wystarczająco oryginalna, żeby się nie nudzić podczas lektury. Napisana jest sprawnie i można w niej znaleźć zdania, które chciałoby się nosić na T-shircie… Czego więcej chcieć od horroru?

 

Dla zainteresowanych - porządna recenzja.

 

 

A ja się zastanowię czy (jak?) opowiedzieć o zdarzeniu z mojej własnej przeszłości, które mogłoby się pojawić jako preludium horroru, a które przypomniało mi się ostatnio nie bez powodu.

To będzie opowieść o moim spotkaniu (minięciu się?) z… poltergeistem.

;-)

niedziela, 05 grudnia 2010, aalaaskaaonblox

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: